Skończy się „królestwo deweloperów”?

„Jeżeli mieszkańcy dadzą mi szansę, to mają gwarancję zmian. Skończy się „królestwo deweloperów””!

Niestety, nie zadeklarował tego żaden z dwóch kandydatów do II tury wyborów w Mysłowicach tylko Małgorzata Wassermann, kandydatka Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Krakowa. Niemniej – możne warto przenieść te hasła na mysłowicki grunt? Miasto od lat zżera gangrena wadliwego planowania przestrzennego – tereny zielone się kurczą, korki coraz większe, pogarsza się jakość życia a za to rosną nam parki jak „Chopina” czy „Moniuszki” gdzie próżno szukać alejek pomiędzy drzewami bo porastają je budynki o wysokiej intensywności zabudowy, której nie powstydziły by się dużo większe miasta gdzie tereny mają astronomiczne ceny. Brak spójnych działań w planowaniu przestrzennym nastawionych na mieszkańców prowadzi do likwidacji i zabudowy w wielu miejscach ostatnich skrawków zieleni pomiędzy blokami, a często można odnieść wrażenie że przewodnią maksymą w zagospodarowaniu przestrzennym jest prywatyzacja zysków z przesunięciem kosztów na okolicznych mieszkańców i miasto. Zrównoważony rozwój ma polegać na tym, że wszyscy zyskują – obecni mieszkańcy, miasto jak również deweloper – musi być między tym zdrowy balans. Wysoka intensywność zabudowy oraz niewielkie wymogi w zakresie towarzyszącej infrastruktury nakładane na dewelopera sprawiają coraz więcej problemów bo nowi mieszkańcy też potrzebują infrastruktury np: dróg, ośrodków zdrowia czy terenów zielonych. Często nowe boki zabudowują niemal całą działkę i nowi mieszkańcy chcąc   wyprowadzić psa siłą rzeczy muszą iść na spacer pomiędzy już wcześniej postawione, z większą dbałością o ludzi  gdzie jest przestrzeń i zieleń. Pomimo, że z każdym rokiem rośnie liczba aut i obecnie standard na typową rodzinę to powoli 2-3 samochody miasto idzie deweloperom na rękę dając bardzo niskie wymogi w zakresie zapewnienia miejsc postojowych co sprawia, że kolejne bloki wciskane na tereny zielone albo o zgrozo na istniejące dla obecnych mieszkańców parkingi powodują zapychanie okolicznych ulic samochodami. W mieście brak ponadto spójnej polityki w zakresie zapewnienie klinów wentylujących poprawiających walkę ze smokiem , wykorzystania terenów zielonych jako naturalnych ekranów ochronnych od hałasu i skażenia zanieczyszczeniami oraz tworzenia lokalnych parków i skwerów. To musi się zmienić – czy nowy prezydent weźmie sobie to do serca? Obecnie plany zagospodarowania przestrzennego rodzą się w bólach – bólach mieszkańców którzy widzą co wyprawiają urzędnicy prezydenta  i jakie zapisy tam wciskają. Już niedługo się przekonamy czy coś się zmieni – niemniej patrząc na to kto się wokół wyborów kręci można mieć poważne wątpliwości. Już niedługo się przekonamy czy w Mysłowicach wygrali ludzie i dobro miasta czy kolejny raz deweloperzy i maksymalizacja ich zysków kosztem okolicznych i przyszłych mieszkańców.